Text Size
czwartek, wrzesień 19, 2019

www.wlochy.waw.pl

narada partyjna

Krzysztof Czuma

Email

articulos

18 czerwca o godzinie 18ej włochowska koalicja PO/Kukiz/Nowoczesna/WMDW zorganizowała otwarte "spotkanie autorskie" z okazji wydania długiego wywiadu lewicowego dziennikarza Cezarego Michalskiego z Grzegorzem Schetyną. Warszawskie kierownictwo PO rozsądnie nie liczyło na zainteresowanie mieszkańców więc malutką salę kinową ADA'y wypełnili aktywiści POKO ściągnięci z całej Warszawy, głównie z koła PO Ochota, które teren Włoch otrzymało w charakterze lenna do eksploatacji przez jeden z tamtejszych POwskich klanów rodzinnych. Do tego grona dołączyli nieliczni pracownicy włochowskiego samorządu, liczący na profity za demonstrowanie wierności nowej władzy.

Skład sali sugerował więc raczej naradę aktywu partyjnego niż "spotkanie autorskie". Obrady rozpoczął redaktor Michalski z właściwą sobie błyskotliwością zachwycając się zmiennością życiorysu Grzegorza Schetyny, który ponoć zaczął od pozycji radykała i ekstremy przed "Okrągłym Stołem" a - jak to ujął - skończył jako koalicjant postkomunistów w wyborach europarlamentarnych. Na takie dictum Grzegorz Schetyna słusznie poczuł się zmuszony do dezawuowania laudacji. Redaktor Michalski zrozumiawszy swój błąd wygłosił więc komunikat, że prawdziwe obalenie komuny nastąpiło 4 czerwca 1989 roku (kiedy komuniści mianowali 2/3 tzw. "Sejmu PRL"), a późniejsze obalanie komunistów to już było "wielkie kłamstwo". Z czego jasno wynika, że prawdziwymi "obalaczami komuny" są osobnicy zakumplowani z komunistami przy "Okrągłym Stole".

Następnie kilku funkcjonariuszy partyjnych postawiło kilka nudnych, wiernopoddańczych "pytań", raczej zmierzających do zwrócenia uwagi na pytającego niż do uzyskanie odpowiedzi. Jeden z POwskich erudytów, po rytualnym potępieniu podłości PiS, zużytą już narrację uzupełnił własnym wkładem intelektualnym nazwając działanie PiS "otwieraniem puszki z Pandorą". Kolejnego (włochowskiego radnego PO z Ochoty) nawiedziły wizje przyszłości. Zaczął wieszczyć, że siepacze kaczystowscy pozbawią Polaków wolności i w tej niesamowitej wizji ujrzał siebie jako bohaterskiego przedstawiciela młodego pokolenia, które podejmie niezłomną walkę o utraconą wolność, co z kolei zjednoczy jego młode pokolenie wokół tej - jak to ujął - "idée fixe". Na myśl o walce z PiS o wolność aż mu się z emocji uszy zaczerwieniły. Kolejny POwski działacz zaplątał się tak we własnych konceptach, że ostatecznie nie wiedział o co pyta. Publiczność i adresat pytania tym bardziej nie wiedzieli. Otrzymał więc całkiem błyskotliwą odpowiedź - cytuję - "No!" dającą się dostosować w interpretacji do każdego postawionego pytania.

Znacznie więcej praktycyzmu i kontaktu z rzeczywistością objawiła była kandydatka SLD Katarzyna M. deklarując gotowość nieubłaganej walki z PiSem z list PO do Sejmu. Tajemniczy uśmiech Grzegorza Schetyny zdawał się odpowiadać, że Platforma nadal pamięta jak pani Kasia publicznie zadawała niestosowne pytania o cenne prezenty dla koncernu ITI, hojnie rozdawane przez PO z majątku m.st. Warszawy. Można więc wyrazić ostrożne przypuszczenie, że do walki z PiS na listach PO pan Grzesio znajdzie sobie bardziej dyspozycyjnych cyngli, którym nawet do głowy nie przyjdą żadne niestosowne pytania, że już nie wspomnimy o ich werbalizacji w przestrzeni publicznej.

I tak w miłej, partyjnej atmosferze przebiegło całe "spotkanie autorskie". O co tutaj chodziło, bo przecież nie o pozyskanie poparcia społecznego? Przede wszystkim - jak można się domyślić - o wypłacenie redaktorowi Michalskiemu nieco kasy z funduszy miejskich za trud przedstawienia Grzegorza Schetyny w sympatycznym świetle. W dalszej kolejności o wyłusknięcie i pozbycie się z aktywu POwskiego inteligentnych malkontentów zdolnych do wypowiedzenia krytyki za kolejną porażkę wyborczą PO. Ten drugi cel spalił na panewce - wszyscy inteligentni pamiętają dobrze wykopywanie z PO wojewody Jacka Kozłowskiego i wiceprezydenta Warszawy Jacka Wojciechowicza więc twardo trzymali język za zębami.

Trzecią funkcją spotkania było przekazanie aktywowi myśli przewodniej do przyswojenia i transmitowania do mas. Myśl tę w skondensowanej formie można ująć tak: "Nie jesteśmy komuchami, jak można by sądzić patrząc na nas". Najwyraźniej kierownictwo PO poniewczasie zorientowało się w skutkach samobójczego skrętu w lewo i usiłuje przedstawić się publiczności jako ugrupowanie wyrosłe z ruchu solidarnościowego, choć w rzeczywistości wśród decydentów PO dominują dziś raczej ludzie wywodzący się ze środowiska bolszewickiego.

Spotkanie ujawniło także brak możliwości realizacji pomysłu PO na "wyruszenie w Polskę" czyli powtórzenie lokalnego sukcesu Elżbiety Łukacijewskiej przez skierowanie aktywu partyjnego do bezpośredniego zdobywania głosów dla Platformy Obywatelskiej. Pomysł oczywiście dobry. Problem w tym, że dzisiaj nie ma kim go zrealizować. Bezpośrednie konfrontowanie zgromadzonego w ADA aktywu partyjnego z wyborcami byłoby - że użyję tego sformułowania - "otwieraniem puszki z Pandorą", z pewnością nie przyniosłoby żadnego dodatkowego poparcia a mogłoby ujawnić rzeczywisty stan kadrowy Platformy Obywatelskiej. Tylko poważny błąd PiS może uchronić PO przed kolejną porażką w jesiennych wyborach parlamentarnych.

wspomnienie kombatanckie

Krzysztof Czuma

Email

articulos

W drugiej połowie lat 80-ych Związek Sowiecki i jego protektoraty znaleźli się w stanie poważnego kryzysu, głównie dzięki polityce Ronalda Reagana i postawie Jana Pawła II. Działo się to ku radości wszystkich przyzwoitych ludzi na świecie albowiem komunizm był tworem i ustrojem z piekła rodem, jakiego świat nigdy nie widział i - miejmy nadzieję - już nie zobaczy, choć zwolenników komunizmu nadal nie brakuje. Pod wpływem presji politycznej rosyjscy agenci rządzący tzw. "Polską Rzeczpospolitą Ludową" tracili kontrolę nad społeczeństwem, w szczególności nie potrafili zapanować nad życiem gospodarczym ani nad coraz sprawniej funkcjonującymi strukturami niepodległościowego podziemia.

Wobec groźby całkowitej utraty wpływu na bieg wydarzeń kierownictwo kompartii porozumiało się z grupą osób ogłoszonych jako "podziemne struktury Solidarności" (o czym zaświadczyć miała osoba Lecha Wałęsy) i tej grupce obiecało oddać 1/3 mandatów w tzw. "Sejmie PRL" (odpowiadało to obecnej liczebności klubów PO i Nowoczesnej). Jak dziś wiemy, rzekoma "strona solidarnościowa" rozmów przy Okrągłym Stole zdominowana była przez agentów komunistycznych, czemu się w sumie trudno dziwić - komuniści zaprosili do negocjacji osoby, z którymi najłatwiej było im się porozumieć. Jednakże w odbiorze społecznym ludzie ci postrzegani byli wówczas jako struktury niepodległościowe, wyłaniające się z podziemia w walce o wolną Polskę, mimo że niewiele miało to wspólnego z rzeczywistością.

Ostatecznie 4 czerwca 1989 odbyły się "wybory" do "Sejmu PRL". 2/3 mandatów z góry obsadzone zostało przez funków kompartii, a o 1/3 mógł ubiegać się każdy obywatel PRL (nota bene wymogiem domicylu zakazano kandydowania Polakom wcześniej wypchniętym na emigrację). Fikcyjność tych wyborów polegała także na tym, że niemal wszystkie media kontrolowane były przez kompartię - dezorientacja społeczna przekraczała więc wszelkie wyobrażenia.

Kilka dni przed głosowaniem zadzwoniła do mnie dr Ligia Grabowska z prośbą o przyjęcie mandatu męża zaufania "Solidarności" w komisji przy ulicy Ciszewskiej. Poinformowała mnie, że ludzie Jacka Kuronia obsadzili już w komisjach dwa płatne miejsca ale nie mogą znaleźć chętnych na bezpłatne funkcje męża zaufania, tymczasem trzeba zapewnić przy procedurze liczenia głosów możliwie najliczniejszą obecność ludzi nie związanych z aparatem komunistycznym. A ponieważ we Włochach nikogo innego z podziemia znaleźć nie może więc ja się do tego zadania znakomicie nadaję.

Obwodowa komisja wyborcza składała się z osobników sprawiających wrażenie emerytów milicyjnych i ormowskich itp. towarzystwa, wyraźnie nie wiedzącego jak traktować nietypową obecność sił antysocjalistycznych w miejscu głosowania. Humory tych osobników psuła dodatkowo bezczelność niektórych wyborców jasno deklarujących, że przyszli tu żeby dokopać Czerwonym, co - nawiasem pisząc - nie było osiągalne ponieważ wybieraliśmy zaledwie 1/3 "Sejmu PRL".

Po zakończeniu głosowania oraz podliczeniu kart i głosujących okazało się, że w urnie znalazło się około 30 kart więcej niż wyborców podpisanych na listach. W toku dyskusji nad tym zdumiewającym faktem padło przypuszczenie, że jeden z członków komisji, ciężko spracowaną milicyjną dłonią nieumyślnie wydał trochę podwójnych kart, a wyborcy podle jego błąd wykorzystywali głosując podwójnie. Przewodniczący komisji zaproponował więc, żebyśmy "urealnili" wynik głosowania w ten sposób, że zwiększymy liczbę zliczonych podpisów o 15 i zmniejszymy liczbę wyjętych kart też o 15. I wszystko się będzie w protokole idealnie zgadzało. Przypomniał, że z doniesień radiowo/telewizyjnych wiadomo, że "Solidarność wygrała wybory" więc nie ma co kruszyć kopie o głupie 30 kartek. Pomińmy ten drobiazg i wybierzmy przyszłość.

Propozycję przewodniczącego entuzjastycznie przyjęli dwaj kuroniowcy. Ja zaś zakomunikowałem, że opiszę "urealnienie" w rubryce "uwagi męża zaufania". Przewodniczącego Komisji wyraźnie nie zachwycił mój pomysł ale zadeklarował, że w tej sprawie postąpi tak jak życzyć sobie będzie nasza "solidarnościowa" trójka.

Na takie dictum dwaj kuroniowi solidarnościowcy wydarli się na mnie, że należy przyjąć propozycję bolszewika ponieważ w przeciwnym wypadku oni i ja zmuszeni zostaniemy do ponownego przeprowadzenia głosowania w obwodzie a nikt im ani grosza nie zapłaci za dodatkowy dzień pracy. Odmówiłem. W reakcji na moją niedemokratyczną i niekoncyliarną postawę komisja jednomyślnie postanowiła, że trzeba ponownie policzyć głosy ale tym razem tak je liczyć, żeby się wszystko zgadzało. Co też solidarnościowi i komunistyczni członkowie komisji uczynili, w świętej narodowej zgodzie i porozumieniu.

Dowiedziałem się potem od aktoreczki Szczepkowskiej, że tego dnia w Polsce skończył się komunizm. Zapewne dlatego przeoczyłem ten doniosły fakt, że 4 czerwca 1989 siedziałem w komisji od 6 rano do 6 rano dnia następnego, po czym dowlókłwszy się do domu zasnąłem na dalsze pół doby.

Dobranoc Państwu!

eurowybory - instrukcja obslugi

Krzysztof Czuma

Email

articulos

Wśród wielu wyborców szerzy się pogląd jakoby politycy po wyborach porzucali zamiar realizowania tego, czego ich wyborcy mogliby po nich zasadnie oczekiwać. Przekonanie to jest błędne i pozbawione solidnych podstaw. Kilka miesięcy temu mieszkańcy Włoch masowo poparli radnych znanych z lekceważenia swoich obowiązków, a nawet paraliżowania prac Rady Dzielnicy. Wyborcy gremialnie zagłosowali na przeciwników istnienia liceum na Solipskiej, zwolenników: seksualizacji dzieci, rekomunizacji nazw miejskich, podwyższenia opłat za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność oraz na wyznawców poglądu, że interes pracowników szkoły jest ważniejszy niż interes dzieci itp. itd. Wszystkie te postawy i poglądy zostały bezzwłocznie wprowadzone w życie przez nowe władze samorządowe. Zgodnie z oczekiwaniem wyborców - poza drobnymi przepychankami politycznymi - Rada Dzielnicy Włochy niczego sensownego nie robi, trwa proces ograniczania liceum na Solipskiej, od września latarnicy LBGT+ wkroczą do warszawskich szkół, nazwy ulic zostały zrekomunizowane, podwyższono opłaty za przekształcenia własnościowe, w szkołach władze Dzielnicy zorganizowały strajk pracowników itp.itd. Co prawda Rada Warszawy ostatecznie musiała wycofać się z podwyżek opłat za użytkowanie wieczyste a Rada Dzielnicy Włochy spowolniła proces likwidacji liceum na Solipskiej ale nie wynikało to ze złej woli rządzących radnych lub zmiany ich poglądów tylko z konieczności tymczasowego ugięcia się przed wrogą presją sfrustrowanej porażką opozycji.

Rzetelne wykonywanie woli wyborców przez koalicje PO/Kukiz/Nowoczesna/WMDW powinno nas wszystkich ponownie zachęcić do rozważnego oddania głosu w wyborach do europarlamentu, a następnie radosnego kontemplowania jak politycy walczą zaciekle o realizację postawionych im celów. Rozsądne oddanie głosu wymaga przede wszystkim zrozumienia wybieranej władzy i jej zakresu kompetencji. Parlament Europejski nie dysponuje wielką władzą, nie mniej nie jest też władzy zupełnie pozbawiony. Podobnie jak inne instytucje zasadniczo jest środkiem do - jak to ujęła wybitna brytyjska premier Margaret Thatcher - realizacja hegemonii Niemiec w Europie.

Z tych funkcji i kompetencji Parlamentu Europejskiego wynika, że zasadniczą kwestią rozstrzyganą w obecnych wyborach jest stosunek do suwerenności Rzeczypospolitej Polskiej i odpowiedź na pytanie: czy Polska powinna zrzekać się swojej suwerenności na rzecz instytucji unijnych czy też - przeciwnie - powinna swoją suwerenność chronić lub nawet powiększać. Mówiąc zaś konkretnym językiem Margaret Thatcher - rozstrzygana jest kwestia wasalizacji Polski wobec Niemiec.

Ordynację wyborczą do Parlamentu Europejskiego cechuje znaczna proporcjonalność i odpersonalizowanie wyborów. Każdy głos oddany na listę przekraczającą próg 5% będzie brany pod uwagę ale głosy te nie mają zbyt wielkiego wpływu na przydział mandatu konkretnej osobie. W okręgu warszawskim listy kandydatów zarejestrowały: Koalicja Europejska, Prawo i Sprawiedliwość, Wiosna, Konfederacja, Kukiz, Lewica Razem oraz Fair Play. Trzy ostatnie ugrupowania najprawdopodobniej nie zdołają przekroczyć progu - poparcie dla nich ma więc znaczenie dla wyborów przyszłych, natomiast raczej nie wpłynie na rozdział mandatów w obecnych wyborach.

Za wzmacnianiem suwerenności Polski opowiada się Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja. Za wasalizacją Koalicja Europejską oraz Wiosna. Stanowisko Kukiz - tak jak w wielu innych sprawach - nie jest jednoznaczne i ulega koniunkturalnym wahaniom.

Po rozstrzygnięciu zasadniczej kwestii wyborca może zniuansować swoje stanowisko. PiS i Konfederację różni stanowisko w/s udziału Polski w UE. PiS opowiada się za pozostaniem Polski w UE, Konfederacja za wyjściem. PiS wydaje się dążyć do skierowania ekspansjonistycznych apetytów Niemiec w kierunku Francji (co nota bene stanowi swoistą korektę polityki polskiej z lat 1938-39), Konfederacja krytykuje socjalistyczne zapędy UE do regulowania polskiego rynku.

Koalicję Europejską i Wiosnę Biedronia różni ekspresja poparcia marksizmu kulturowego. Wiosna Biedronia otwarcie żąda realizacji tej koncepcji. Część elektoratu PO nie popiera programu marksizmu kulturowego, co zmusza Koalicję Europejską do utajniania jej rzeczywistych postulatów do momentu, gdy - z konieczności - będą się musiały ujawnić w realnym działaniu (jak to miało miejsce np. w sprawie głosowania za ACTA2). Jasno wyłożył to wybitny lider PO Rafał Grupiński w potajemnie nagranej rozmowie: My będziemy na pewno w tej sprawie działać progresywnie ale po dwudziestym którymś października. My musimy każdy głos dzisiaj odebrać stąd też dzisiaj nie eksponujemy tego za bardzo. Może to Rafał mówić w Warszawie ale nie możemy tego mówić w Świebodzinie - tam nas ludzie przepędzą.

Taki wybór realnie mamy na kartce wyborczej. Oddanie głosu na konkretnego kandydata ma niewielki wpływ na wynik wyborów ale nie jest pozbawione znaczenia, zwłaszcza przy głosowaniu na PiS i KE. Co ma zrobić wyborca, który uważa kwestię suwerenności RP za czynnik nieistotny, natomiast uznaje za ważne np. zorganizowanie polskiej wyprawy kosmicznej na Marsa? W takiej sytuacji konieczne jest rozumowanie pośrednie - tzn. rozstrzygnięcie najpierw problemu, który czynnik bardziej sprzyja organizacji wyprawy na Marsa: suwerenność czy wasalizacja Rzeczypospolitej Polskiej.

Bardziej szczegółowy opis różnic stanowisk między poszczególnymi ugrupowaniami zainteresowani mogą znaleźć np. na stronach Latarnika Wyborczego. Kto jednak zada sobie trudu analizy poruszonych tam zagadnień ten przekona się, że serwisy te są mocno "przegadane" a wybór w istocie sprowadza się w pierwszej kolejności do pytania o suwerenność Polski, w dalszej o udział Polski w UE albo jawność poparcia dla marksizmu kulturowego.

rekrutacja do szkol ponadpodstawowych

Krzysztof Czuma

Email

articulos

Trzy lata temu uczniowie starający się o przyjęcie do warszawskich liceów/techników ograniczeni byli podczas naboru możliwością wskazania co najwyżej trzech placówek. Trudno opisać wszystkie negatywne skutki takiego limitu - najpierw zmuszał on uczniów do porównywania zebranych punktów z ekspektatywą wymaganej liczby punktów przyjęcia w szkołach ponadgimnazjalnych (obliczaną z lat przeszłych). Potem limit - pod rygorem nie przyjęcia do żadnej placówki - skutecznie zniechęcał uczniów do wpisywania preferowanej przez siebie szkoły, w której w latach przeszłych wymagano więcej punktów naboru niż kandydaci mieli w obecnych. Następnie okazywało się, że liczni absolwenci gimnazjów nie zostali przyjęci do żadnego liceum/technikum - musieli więc biegać i wybłagiwać przyjęcie na miejsca wolne oraz szukać znajomości wśród dyrektorów placówek, którzy w drugim naborze podejmowali decyzje praktycznie całkowicie uznaniowe.

Czytaj więcej: rekrutacja...

Narodowy Dzien Pamieci Zolnierzy Wykletych

Krzysztof Czuma

Email

articulos

W końcowej fazie II wojny światowej sowiecka Rosja stopniowo odbierała Niemcom terytorium Polski, wcześniej wspólnie podbite i podzielone w pakcie Ribbentrop-Mołotow. Za przesuwającą się linią frontu komunistyczny aparat przemocy przystępował natychmiast do mordowania, torturowania i prześladowania wszystkich osób podejrzewanych o chęć lub tylko możliwość stawiania oporu bolszewickiej władzy. Ponadto Rosjanie zaciekle grabili i wywozili do ZSRS wszystkiego co nadawało się do zrabowania. W reakcji na te działania polskie struktury podziemne zmuszone zostały do obrony. W Polsce wybuchło Powstanie Antykomunistyczne, nie tylko o charakterze zbrojnym, które trwało do 1956 roku (ostatni polski żołnierz Józef Franczak został zastrzelony 21 października 1963 roku). M.in. wśród tysięcy innych ofiar w 1950 roku uwięziono i skazano na 10 lat więzienia mojego dziadka, Ignacego Czumę wyłącznie za wyrażenie w podziemnej publikacji WiN politycznie niepoprawnego poglądu, że komunizm nieuchronnie musi upaść.

Czytaj więcej: Narodowy...

wojna z dziecmi

Krzysztof Czuma

Email

articulos

Wydawało się, że rządząca Włochami koalicja PO/Kukiz/Nowoczesna/WMDW nie zdoła stworzyć koncepcji przekraczającej rozmachem budowę wychodka w Parku Kombatantów. Kto tak myślał - niestety - nie docenił nowych, wybitnych przywódców włochowskiej społeczności. Jak się bowiem okazało, po cichu narodził się i już jest realizowany plan stopniowego przepychania dzieci z liceum na Solipskiej do upadłego liceum na Promienistej. Żeby rzecz rzetelniej opisać musimy się nieco cofnąć w czasie.

Czytaj więcej: wojna z...

Strona 1 z 11

  1. Strona www.wlochy.waw.pl publikowana jest przez Klub Miłośników Włoch.
  2. Każdy może umieszczać na stronie www.wlochy.waw.pl swoje artykuły, jeśli tożsamość autora będzie znana administracji tej strony i jeśli autor nie narusza swoją publikacją obowiązującego prawa oraz dóbr osobistych innych osób.
  3. Publikacje naruszające obowiązujące prawo lub bezprawnie naruszające dobra osobiste innych osób będą usuwane bezzwłocznie po zawiadomieniu administratora tej strony na adres webmaster@wlochy.waw.pl lub telefonicznie pod numerem (22) 8628418.
  4. Ponadto administracja strony zastrzega sobie prawo do usunięcia każdej publikacji bez wyjaśnienia.
  5. Przez fakt publikacji na tej stronie autor wyraża zgodę na zrekompensowanie wszelkich skutków swojej publikacji wydawcy tej strony oraz zrzeka się majątkowych praw autorskich w zakresie obejmującym publikację na tej stronie.